Nigdy nie mów nigdy…

Zacznijmy od początku – a na początku był smog. I to on coraz częściej przypominał mi rzeczywistym lub urojonym poświstywaniem w płucach, że wyimaginowany problem ogółu stał się też moim problemem. Postanowiłem ograniczyć wyrzuty sumienia i z auta korzystać od święta. Jednak to za mało, bo trzeba wiedzieć, że mój wyrzut sumienia jest całkiem duży i wynosi 3189 cm³. W ramach terapii uznałem, że należy zaaplikować kurację hybrydową CHR u dr. Toyoty.

Trudne początki nałogowca

U kogoś, kto jest uzależniony od wielkiego spalania oraz hałasu silnika, leczenie CHR mogło wywołać nieprzewidziane skutki uboczne. Nie bez lęku więc nadusiłem przycisk POWER. I nic. Zero, cisza. A jednak auto było gotowe do jazdy. Dodaje gazu – lecimy – słychać obroty, ale nie widać obrotomierza! I jakoś tak mało dynamicznie, nieco leniwie.

“Nie, to jednak nie to”. To jest ten stan, kiedy przekroczysz Rubikon i już nie chcesz wracać. Bo wiesz, że tam czeka na Ciebie nuda. Zatem, jeśli masz piękną i inteligentną dziewczynę, to trudniej Ci jest zaakceptować towarzystwo niewiasty nieco gorzej uposażonej w walory wszelakie. Jeśli przesiadłeś się z pcta na maca, to tracisz ochotę na odwieczne zabawy z miękkim i twardym resetem. Jeśli masz automat, przestajesz wierzyć w sens machania wajchą…  i wreszcie jak masz pod butem 250 hucułów, zastanawiasz się nad tym jak wcześniej mogłeś poruszać się stojąc. Tyle teorii. Bo CHR przewartościowuje te stereotypy. Buduje nową historię na przekór Fukuyamie. I mimo że w moim wypadku nie była to miłość od pierwszego wejrzenia (choć akurat to jedno z bardziej urodziwych dzieci Toyoty), to na pewno można mówić o solidnej przyjaźni już od 3. cyklu jazdy.

Dlaczego?

Z hybrydą i CHR jest jak z wysublimowanym koncept albumem alternatywnej supergrupy. Na początku nie wiesz o co chodzi, ale z każdym kolejnym przesłuchaniem, rozumiesz, że to będzie płyta, którą umieścisz na honorowym miejscu zaraz obok “Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa”. I o ile mój V6 można porównać do “Roots” Sepultury, to CHR jest bardziej jak “Kind of Blue” Davisa w remiksie Bonobo – elegancko i nowocześnie. Obie płyty są oczywiście nie na każdą okazję, ale w swojej klasie wybitne.

Co mi się podobało i to bardzo

Design – sprawia, że oglądają się za nim ludzie (i to jest super). Problem w tym, że są to głównie faceci (to mi się mniej podobało). Zaliczyłem przynajmniej 4 konwersacje na temat auta podczas 2 godzinnych wypadów na miasto i suburbia.

Fotel kierowcy – siedzi się wygodnie, wysoko – aż się nie chce wychodzić z samochodu.

Kierownica – leży w rękach jak ulał. Po prostu wygodna, a jak jeszcze dodasz do tego ogrzewanie w zimowy dzień, to wiesz, że detale nabierają znaczenia.

Duża przestrzeń – dla takiego “ordinary mana” jak ja miejsca na gestykulacje i oddychanie jest więcej niż “w sam raz”. Z tyłu początkowo czujesz się jak w jaskini (mała powierzchnia szyb – mało światła), ale z biegiem czasu orientujesz się, że to mylne wrażenie i spokojnie zmieści się tam reszta rodziny.

Wielki wyświetlacz – nawet jeśli oblałeś test z pola widzenia, w hybrydzie Toyoty dostrzegasz więcej, bo ekran jest uberfunkcjonalny pod kątem wielkości wyświetlanych komunikatów, a i korzystanie z kamery cofania to czysta przyjemność, nie sposób przejechać nawet bakterii.

Komfort prowadzenia – to auto trzyma się jezdni, niczym koala drzewa eukaliptusowego i to wchodząc w zakręt z prędkością małego jaguara. Prowadząc nie czujesz luzu na kółku, masz poczucie, że w trudnej sytuacji możesz liczyć na wsparcie doświadczonego kolegi CHR.

Zawieszenie – pięknie wybiera dziury, dzięki czemu ogranicza wydzielanie kortyzolu – po prostu mniej się stresujesz jadąc po polskich ulicach, zwłaszcza Krasińskiego w Warszawie, gdzie ominięcie studzienek i włazów kanalizacji graniczy z cudem.

Aktywny tempomat – jeśli chcesz wykonać pierwszy krok w kierunku samochodów autonomicznych to ACC zagwarantuje Ci superdoznania. Radar w CHR jest bezbłędny – zmieniając pas z prawego na lewy na autostradzie nawet przez chwilę nie czułem dyskomfortu i po prostu zaufałem Toyocie. Dziwne uczucie. Lekko przerażające, a później fascynujące. Samochód sam pilnuje bezpiecznej odległości od innych pojazdów i reguluje tempo.

Inteligentna elektronika – niby “drobiazgi”, a cieszą – jak na przykład fakt, że nie musisz pamiętać o włączaniu i wyłączaniu hamulca po ustawieniu trybu D lub P na automatycznej skrzyni biegów, albo wykorzystanie systemu AHB na trasie, gdy auto samo zmienia światła na długie na podstawie oceny ruchu i zachowań innych pojazdów.

  • Kierownica, która ręki się trzyma.
  • Wyświetlacz zwany uberwyświetlaczem.
  • Ogrzewanie kierownicy docenia się, kiedy właśnie wsiadłeś do auta, a na zew. jest -12 C.
  • Ustawiasz na tryb P i hamulec sam się zaciąga. Proste i piękne.
  • To się może podobać, a poza tym jest dobrze spasowane.
  • Da się się jeździć oszczędnie tym autem.
  • Aktywny tempomat - czy ktoś 15 lat temu myślał, że to stanie się faktem tak szybko?
  • Kamera cofania, bakterii może faktycznie nie dostrzeżesz, ale już psa, który się tak wabi na pewno.
  • Trzy tryby - do wyboru do koloru.
  • Niekoniecznie praktycznie, ale na pewno designersko - otwieranie tylnych drzwi.
  • Podgląd pod stan naładowania baterii.
  • Ustalanie czułości radaru ACC.
  • Lokowanie produktu - czyli złote łuki w tle.
  • Z gęby taki jakiś przystojny się wydaje.
  • Tył też ma niczego sobie. I jeszcze się świeci!
  • Nocą CHR zachęca do dynamiczniejszej jazdy.
  • Dwa wózki wchodzą bez problemu.

 

Co mnie zaskoczyło

Brak CD – człowiek przez lata kolekcjonuje krążki i co… wsiada do auta gdzie nie ma już dla nich miejsca – ageizm pełną gębą – tylko USB panie i bluetooth.

Spalanie – przy dynamicznej jeździe w cyklu mieszanym nabiłem 6,7l – przy spokojnej jeździe w mieście udało mi się wykręcić 4l.

Bagażnik – daje rade – zmieściłem 2 wózki i pewnie jeszcze walizka by się zmieściła – zatem test małej rodziny (3 osoby) zdany.

Podsumowując

Idealne auto na miasto i krótkie wypady poza nie. Polecam ekonomistom (jeśli chcesz mniej płacić za paliwo), ekologom (jeśli choć trochę leży Ci na sercu problem planety), egoistom (auto jest tak fajne, że nie chcesz się nim dzielić) i nawróconym ekstremistom (takim co wyznają kult prędkości i wydaje im się, że hybryda jest nie dla nich).

——————————————————————

Dziękuję za użyczenie samochodu Toyota Chodzeń Czerniakowska.

 

 

2 thoughts on “Nigdy nie mów nigdy…”

  1. SomeoneNew
     ·  Reply

    Też mam VR6 jak autor artykułu, który zapomniał dodać. Że CHR przy prędkościach autostradowych czyli dozwolonych pali uwaga 10-11litrow czyli tylko 2-3litry mniej niż vr6. Miło że strasznie mi się podoba Auris (hybrydowy) to CHR to jakaś pomyłka silnikowa. Za słaby silnik do takiego autka.

    • jakub_mazz
       ·  Reply

      Szanowny Panie, testowałem auto także przy dynamicznej jeździe na drogach szybkiego ruchu i wówczas spalał w okolicach 7 litrów.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

*

© 2019 Och, ten Mazurkiewicz. All rights reserved. Photos by Maz